Odcisk czerwonej szminki na krawędzi filiżanki, bukiety świeżych tulipanów na balkonach i zapach kwitnących konwalii – Casablanca budzi się do życia niespiesznie, lecz z klasą. Poranki takie jak ten, otulone pastelowymi promieniami wschodzącego słońca znad gór Atlasu przyniosły miastu tytuł „Paryża Maroka” już kilka wieków temu.


Processed with VSCO with g3 preset


Otwieram zielone drzwi kamieniczki, w której zatrzymałam się ze znajomymi i wychodzę na ulicę.  Zeszłej nocy długo nie mogłam spać, zatopiona w świeżej pościeli i starych wspomnieniach, obserwowałam przez okno przypadkowych ludzi zamawiających koktajle w barze naprzeciwko. Nie wiem, kiedy w końcu udało mi się zasnąć, ale wczesnym rankiem obudził mnie głośny brzęk miedzianych garnków hotelowej kuchni. Wtopiłam się głębiej w miękką kołdrę i leżałam tak przez jakiś czas, aż w końcu bez większego namysłu wstałam, ubrałam się i wyszłam z pokoju. Na stoliku zostawiłam tylko kartkę i naskrobanych w pośpiechu kilka słów dla znajomych, którzy jeszcze spali.


IMG_0857


Kiedy teraz stawiam pierwsze kroki na kamiennej ścieżce, świeże powietrze ściera z mojej twarzy ostatnie oznaki nocy i czuję ciepłe promyki słońca na skórze. Rozglądam się dookoła, jak mała dziewczynka wpuszczona na chwilę do hotelu ze złotymi klamkami.  Białe domki tkane koronkami francuskiej architektury, pomarańcze dojrzewające na drzewkach, i cytryn ukryte w zielonych listkach ogrodu wyglądają świeżo i pięknie. W powietrzu pachnie wiosną. 


OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest wczesny poranek, nie wiem dokładnie która godzina, ale idąc wąskimi uliczkami starego miasta widzę ludzi wychodzących z meczetu po pierwszej modlitwie dnia, więc musi być tuż po siódmej. Czuję delikatne ssanie w żołądku i uśmiecham się na myśl o śniadaniu.

Processed with VSCO with g3 preset

IMG_0855

Processed with VSCO with g3 preset


Skręcam  w lewo, w stronę maleńkiej francuskiej piekarni i dochodzi do mnie cudowny zapach świeżo wypiekanego chleba. Cena za sześć okrągłych, płaskich bochenków wynosi 2 dirhamy, czyli mniej niż 20 centów. Po drugiej stronie ulicy cztery starsze kobiety siedzą na stołeczkach wykładanych gazetą i popijając herbatę miętową, przyglądają mi się z zaciekawieniem w oczach. Uśmiecham się niepewnie i w momencie kiedy otwieram usta, żeby życzyć im „sabah al. Haeir” –dobrego dnia – młody mężczyzna wybiega nagle z wąskiej uliczki na wprost i dosłownie wpada na mnie. W ułamku sekundy chwyta w locie filiżankę wypełnioną po brzegi smoliście ciemnym, gęstym płynem i pochylony zastyga w bezruchu. Po chwili wyprostowuje się, i nie roniąc ani kropelki, z powrotem przykrywa filiżankę spodeczkiem. Na wierzchu kładzie kostkę cukru, po czym jak gdyby nigdy nic kontynuuje szaleńczy bieg wzdłuż XVI wiecznych murów miasta.


aaaaaaaaa

Baker placing bread dough in traditional ovenIMG_0647

FullSizeRender 4

Processed with VSCO with g3 preset

Processed with VSCO with g3 preset


Widzę jeszcze przez chwilę, jak próbuje przecisnąć się przez tłum kobiet w długich sukniach, które wychodzą właśnie z meczetu. Stary budynek, pamiętający jeszcze czasy sprzed pierwszej krucjaty mieni się przede mną w obłokach złotego pyłu i kurzu ulicy, który unosi się spod stóp przechodniów.


FullSizeRender 2

Mężczyzna znika mi ze wzroku. Stoję sama przed płóciennymi baldachimami bazaru rybnego, otoczona zapachem morza, kuminu i muzyką Stinga, która dobiega do moich uszu z głośników zainstalowanych w ścianach budynków po drugie stronie muru. Casablanca jest tym wierzchołkiem Maroka, który pędzi przed siebie w rytm europejskiej gorączki prędzej niż wielu ośmiela się przyznać. A jednak moja biel i biel Casablanki różnią się od siebie znacząco.

Processed with VSCO with g3 preset

Processed with VSCO with g3 preset

Processed with VSCO with g3 preset

Processed with VSCO with g3 preset

Processed with VSCO with g3 preset


Przechodzę przez drewnianą bramę i opuszczam wąskie uliczki starego miasta.  Kiedy skręcam w kierunku głównego placu bankowego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czuję na plecach czyiś dotyk. Odwracam się, ale nie widzę nikogo. Wzdycham chyba zbyt głęboko i postanawiam zjeść śniadanie w słynnej i nowocześnie szykownej Le Rouget de L’Isle.


 Tylko jakby przeszłość jeszcze na chwile chciała zatrzymać mnie między murami historycznej medyny.

 

FullSizeRender 3

-A

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *